Forum Forum Gildii DA przeznaczone do Sesjii
Zapraszamy na nowe Forum - www.gidia-da.cba.pl
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy  GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Prolog Verator: Oko za Oko
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Gildii DA przeznaczone do Sesjii Strona Główna -> Sesja - Fallout
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Fire
Redaktor



Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 53
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Wto 16:21, 15 Cze 2010    Temat postu: Prolog Verator: Oko za Oko

Zdewastowane San Antonio zwane "Sant Ant" przez miejscowych , rok 2242, knajpa "Mary Jane" w centrum "miasta", godz.15.46

Knajpa o szlachetnej nazwie "Mary Jane" zwykle cieszyła się stosunkowym spokojem, strzelaniny, morderstwa zdarzały się zwykle tylko raz na tydzień, nie inaczej jest teraz, w porze obiadowej przesiadywali tu zwykle miejscowi robotnicy i zwykli mieszkańcy z rzadka jakiś obcy. W ciemnym kącie, daleko w głębi izby , jak to zwykle miał w zwyczaju, przesiadywał łysy mężczyzna, po twarzy którego widać było piętno cierpienia, straty ale również skrywanego gniewu i nienawiści oraz wieloletniego doświadczenia. Mężczyzna nazywał się Verator, miejscowi znali go jako jednego z lepszych "łowców nagród" inaczej zwanych również najemnikami, poza tym cieszył się szacunkiem wśród miejscowych, ponieważ za każdym razem gdy tam przebywał, tubylcy czuli się bezpieczniejsi niż zwykle, bo większość bandytów pomyślała by dwa razy, zanim zaatakowałaby miejsce gdzie aktualnie przebywa. Niektórzy szeptali o jego rzekomych porachunkach z Verazqezem, lokalnym "największym graczem" czyli facetem spod ciemnej gwiazdy będącym jednak o tyle sprytnym że nie napadał karawan w celu kradzieży paru kapsli, zajmował się jednak dilerką i kontrolował większość okolicznego "interesu", czyli zwyczajnie wymuszał haracze, pobierał myto...takie różności. Inną znaną plotką były interesy z okolicznym posterunkiem Renegatów i przemyt broni , co zwiększało tylko szacunek wśród ludności do Veratora, ponieważ Sant Ant patrzyło przychylnie na wszelkie próby zaszkodzenia Bractwie Stali, które nazywali pieszczotliwie "konserwami".

Spokojne sączenie alkoholu oraz chwilę zadumy przerwało mu...a właściwie przerwał mu mężczyzna...młody,dobrze zbudowany, nie zniszczony przez codzienność walki o przetrwanie, ubrany w wojskowy ciemno-czerwony strój oraz z tatuażem na prawej dłoni, przedstawiającym przekreślony symbol Bractwa Stali, facet ten był jednym z Renegatów, tyle że w "cywilnym" ubraniu. Renegat zamówił 2 piwa i przysiadł się do Veratora. Z uśmiechem na twarzy rzekł:

-Witaj staruszku! Widzę że dalej marzysz o zemście? Hmm...przyglądasz się temu staremu zdjęciu rodziny jakbyś miał moc przywrócenia im życia...pogódź się z tym. Oni nie żyją, a ich kości dawno już zbielały na palącym słońcu pustkowi...zamiast siedzieć tu i znowu zachlewać łeb, weź się w garść! Bo dziś twój szczęśliwy dzień! Znów przydasz się Renegatom-

Po wypowiedzi młody, z aroganckim uśmieszkiem wpatrywał się w najemnika w oczekiwaniu na ripostę...


Ostatnio zmieniony przez Fire dnia Wto 16:23, 15 Cze 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DJCorleone
Najemnik



Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 341
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sosnowiec

PostWysłany: Wto 16:51, 15 Cze 2010    Temat postu:

- Spierdzielaj Marius, dobrze wiesz o tym, że nie będę dla was pracował, dopóki nie zapłacicie mi za ostatni kurs - powiedział Verator, który był trochę podpity -Chuj mnie to boli, że macie swoje wydatki, lecz jeżeli chcecie mieć broń dorównującą Bractwu, to musicie polegać na mnie. I nic CI DO MOJEJ RODZINY CHŁYSTKU!! Może chcesz się bić?! Albo postrzelać sobie?! Dobrze wiesz o tym, że rozwaliłbym cię jedną ręką. Myślisz że co? Że jak należysz do renegatów to wszystko Ci wolno? Wypierdalaj z tego klubu, jeżeli nie chcesz mieć przemodelowanej twarzy! I nie pokazuj mi się tu do czasu, aż mi nie zapłacicie!
Powiedziawszy to Verator pchnął stół na renegata, po czym zmierzył do swojego pokoju z zamiarem przeczyszczenia broni i opłakiwania rodziny, którą stracił przez własną głupotę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Fire
Redaktor



Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 53
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Wto 17:18, 15 Cze 2010    Temat postu:

Niewzruszony wybuchem Veratora młodzik, dalej z aroganckim uśmieszkiem popijał swoje piwo, teraz wyraźnie rozbawiony, dalej pewny siebie wpatrywał się w oddalającą się postać najemnika, z uniesioną brwią stłumionym głosem odrzekł...

-hihi, Marius? Widać starcze że alkohol ci nie służy! Hehe jestem, Malcolm idioto...i uważaj z tymi groźbami, wiesz dobrze że gdybym chciał, wraz z resztą moich towarzyszy, mógłbym rozjebać w pył całe to miasto.-

Młody wyraźnie stracił ochotę do uprzejmości i nabrał poważnego, urzędowego tonu...

-Dostaniesz wypłatę za ostatnie zlecenie Veratorze...ale...nie będzie to standardowa wypłata, zapomnij o nabojach i żarciu...nasze dowództwo
stwierdziło że wystarczająco się nam przysłużyłeś i postanowiło cię wynagrodzić i...spełnić twoje marzenie. Nie ukrywam że również my na tym zyskamy ale...hmm...chcesz usłyszeć jakie informacje posiadam? O Bracie Dariusie? Znasz go prawda? To ten co rżnął twoją córkę niczym dziwkę z Nowego Reno? Czy przypadkiem nie chciałeś jemu też obciąć jajec? Bo widzisz wiemy gdzie przebywa...ale widzę ze udajesz się do swojego pokoju, zachlać znowu pałę...no cóż było miło ale skoro nie jesteś zainteresowany...-


Młodzik powoli odsuwa krzesło od stołu i wydaje się że chce wychodzić, ale kątem oka sprawdza reakcję Veratora...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DJCorleone
Najemnik



Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 341
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sosnowiec

PostWysłany: Wto 17:25, 15 Cze 2010    Temat postu:

-NIE WAŻ SIĘ TAK MÓWIĆ O MOJEJ CÓRCE TY ZASRANY GNOJU!! -
Verator obrócił się na pięcię i zamarkował uderzenie pięścią w brzuch renegata - JEŻELI JESZCZE RAZ COŚ POWIESZ O MOJEJ RODZINIE, TO SAM CI WYRWĘ JAJA PRZY SAMEJ DUPIE I NAKARMIĘ CIĘ NIMI, JAK TO ZROBIŁEM Z RESZTĄ TEGO CHOLERNEGO ODDZIAŁU!!
Wszyscy obecni zainteresowali się sprzeczką między najemnikiem a renegatem i zwrócili na nich swoje oczy.
-JEŻELI MASZ TYLE JAJ, CO MÓWISZ, TO CHODŹ! WYJDZIEMY NA ZEWNĄTRZ BUDYNKU I ROZPIERDOLĘ CIĘ NA KWAŚNE JABŁKO SKURWYSYNIE JEDEN!! I SRAM NA TWOICH KOLEGÓW, MOŻECIE SOBIE NAJWYŻEJ DAĆ DUPY WZAJEMNIE!! BRACTWO WAS NIE RUSZA, BO PO PROSTU IM SIĘ NIE CHCE!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Fire
Redaktor



Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 53
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Wto 17:52, 15 Cze 2010    Temat postu:

Młody Renegat wstał z krzesła, okazało się że jest przynajmniej o głowę wyższy od Veratora, spokojnym wzrokiem spoglądał na najemnika gdy jego pięść zatrzymała się blisko jego nosa. Wiedział że najemnik gówno zrobi, bo gdyby tylko zaczął rozróbę, młody wyszedłby z cennymi informacjami i tyle by go widział. Spoglądając z góry na Veratora, na twarzy młodego żołnierza pojawił się ten sam arogancki uśmieszek jak z przed chwili...

-Hehe, bawią mnie twoje groźby starcze ale rób jak chcesz, lepiej nam się przydasz żywy niż martwy...więc na razie poprzestanę na drobnym upomnieniu...myślisz że nie wiemy o twojej małej kontuzji?-

Powiedziawszy to Malcolm, wyprowadził szybkie kopnięcie w kolano Veratora, trafiając mniej więcej w wysokość łękotki, sprawiając niewysłowiony ból najemnikowi i natychmiast powalając go na ziemię, Verator był nie przygotowany, a alkohol nieco przytłumił jego zmysły więc nie miał szans na obronę przed takim szybkim kopnięciem...

Wiemy o tobie wszystko...nawet wiemy ile centymetrów ma twój kutas! Ale nic to...gdybym nie wiedział o twoim słabym punkcie i gdybyś nie był spity, pewnie byś mnie szybko zabił ale cóż...raz na wozie raz pod wozem...mniejsza...no...chciałem porozmawiać ale widzę że nie da rady, dobra zapomnę o twoim chwilowym braku szacunku do naszej zacnej Renegackiej braci i dam ci szansę, wiem że nas nie zawiedziesz i polegamy na tobie...

Wypowiedziawszy ostatnie słowa młody Renegat rzucił teczką z informacjami w leżącego Veratora, nałożył kaptur na głowę i wyszedł z knajpy. W czasie gdy najemnik pozbierał się z podłogi, sprawny młodzieniec zniknął w gęstwinie baraków i słuch o nim zaginął...

Tymczasem zaciekawiony i przestraszony barman, podbiegł do Veratora.

-Wszystko w porządku, przyjacielu? Co się stało? przecież ty najlepiej wiesz że do tych dupków od Renegatów się nie zadziera, mało brakowało abyś nam zgotował ostrzał artyleryjski z ich dział...ha! Jesteś dzisiaj strasznie podenerwowany, usiądź sobie i odsapnij a stary Bill przyniesie ci piwa. Na nasz koszt!-
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DJCorleone
Najemnik



Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 341
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sosnowiec

PostWysłany: Wto 18:12, 15 Cze 2010    Temat postu:

-Dziękuję Ci Bill, ale ten chłystek wyprowadził mnie z równowagi - rzekł Verator - Mam tylko do Ciebie prośbę, czy pomożesz mi dojść do mojego pokoju?? Muszę jeszcze przejrzeć te dokumenty, które mi dał. No i oczywiście, muszę wytrzeźwieć, by racjonalnie myśleć.
Ciekawe co może być w tej teczce?? -zaczął myśleć Verator - czyżby nowe zamówienie na potrzebną broń?? Dobra, zajmę się tym jutro, muszę pierw wytrzeźwieć, by cokolwiek zrobić.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Fire
Redaktor



Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 53
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Wto 19:32, 15 Cze 2010    Temat postu:

Barman odprowadził Veratora do pokoju i wrócił do swoich zajęć. Najemnik położył się na pryczy i otworzył teczkę. W środku był plik dokumentów i kilka zdjęć robionych sprawnym przedwojennym aparatem.
Pierwsze zdjęcie przedstawiało Verazqueza we własnej osobie, czyli lokalnego Bossa Narkotykowego, drugie zdjęcie spowodowało natychmiastowy przypływ agresji i nienawiści u Veratora. Przedstawiało ostatniego członka oddziału Bractwa Stali, na którego Verator polował od kilku lat, tego który zgwałcił mu córkę i posłał kulę w głowę jego żony. Był to Brat Darius, były żołnierz Bractwa, jego zaprzysięgły wróg.
Po chwili wyobrażania sobie rodzajów śmierci jakie mógłby zastosować na Dariusie. Podsunął do siebie papiery. Na twardym szorstkim papierze było napisane:

Sztab Dowodzenia Renegatów, południowy oddział San Antonio

Witaj Veratorze. Twoje wyjątkowe umiejętności znów są nam potrzebne.Zresztą myślę że te zadanie jest dla ciebie jednocześnie nagrodą. Jak pewnie już zauważyłeś dajemy tobie szansę na zemstę na swoim wrogu, który tak się składa jest również naszym wrogiem. Mamy informacje od naszych tajnych informatorów, że Brat Darius wkrótce przybędzie, a być może już przybył, do siedziby twojego znajomego Verazqeza. Tak dobrze czytasz. Wiemy że Verazquez niegdyś zaproponował ci bycie twoim cynglem, ale teraz role się odmieniły. Verazquez jak widzisz prowadzi interesy z Dariusem który zaczął parać się niewolnictwem, porywa młode kobiety i sprzedaje je Verazqezowi. Ten wysyła je do burdeli w San Antonio i dalej za granicę z Meksykiem i zarabia na tym spore pieniądze. Chcemy abyś przerwał ten proceder. Zabicie Dariusa zatrzyma handel niewolnictwem i spowoduje że twoja zemsta dobiegnie końca, natomiast zabicie Verazqeza spowoduje usunięcie jednego z naszych głównych wrogów i umożliwi Renegatom sprawowanie pełnej kontroli nad tymi terenami i spokojne zbieranie starej technologii. Nie chodzi nam o wyrżnięcie całej świty Verazqueza, ale o zabicie jego i Dariusa. Twoje umiejętności z pewnością sa idealne do tego zadania. Śmierć Verazqueza doprowadzi do chaosu wśród jego ludzi co umożliwi nam zmasowany atak i zabicie wszystkich, również pomniejszych karteli rozproszonych po całej okolicy. Czyli podsumowując masz wejść do siedziby Veazqueza, zabić jego i zabić/porwać Dariusa z nim możesz zrobić co chcesz, obyś go tylko nie wypuścił, ale o to raczej się nie martwię. Po wykonaniu zadania będziesz musiał opuścić San Antonio na jakiś czas dopóki sytuacja się nie unormuje, udasz się zatem do Amarillo teraz zwane Złomowichem i odszukasz tam naszego człowieka, a o naszych dotychczasowych interesach w tej okolicy zapomnisz.Wszyscy na ciebie liczymy Veratorze.Powodzenia.

Podpisano:Brat Kapitan Ursus

W teczce znajdowała sie również mapa dojścia do siedziby Verazqueza, plany całego budynku i przypuszczalne rozmieszczenie strażników.Oraz sugerowane wejście przez stare kanały prowadzące do środka budynku z doskonałym miejscem na ostrzał snajperski.

Verator po przeczytaniu wszystkiego zastanawiał się czy udać się natychmiast na polowanie czy też odpocząć i odpowiednio się do tego przygotować.W każdym bądź razie jego cel znajdował sie dzień drogi od Sant Ant, na południe.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DJCorleone
Najemnik



Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 341
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sosnowiec

PostWysłany: Wto 20:36, 15 Cze 2010    Temat postu:

-A więc chcą wykorzystać mnie do wykonania swojej zemsty i jednocześnie wyeliminowania konkurencji?? - zaczął rozmyślać Verator - Informacje są bardzo bliskie prawidłowych. Chyba będę mógł im jeszcze raz zaufać. Cholera, że nie zakupiłem mniejszej broni od tej szturmówki. Będzie ciężko ją wnieść. Zawsze będzie można wybić cały zarząd Verazqeza, i dopiero dorwać tego szubrawca. A Dariusem zajmę się osobiście. O jak ja się na tym sukinsynie wyżyję. Lecz pierw muszę się przespać i wytrzeźwieć, by wprowadzić plan w życie.
Verator położył się spać. Podczas snu przyśniła mu się rodzina, której mu tak bardzo brakuje. Przypomniał sobie wspólnie spędzone chwile z żoną, naukę jeżdżenia na rowerze syna czy budowanie razem z córką domku dla lalek. Z całej rodziny najbardziej brakuje mu właśnie córki, którą kochał z całego serca, i zrobiłby dla niej wszystko.

Następnego dnia Verator zbudził się przed świtem, i zaczął pakować do plecaka wszystkie jego rzeczy. Po spakowaniu ekwipunku ostatni raz sprawdził broń, spojrzał na zdjęcię rodziny, wsadził je do torby i wyszedł z pokoju zamykając drzwi na klucz. Podszedł do Billego i zapłacił mu za czynsz za następny miesiąc. Pożegnał się z Billem mówiąc mu, że wyjeżdza z miasta, i poprosił przyjaciela, by w najbliższe dni zamknął pub z hotelem i nikogo nie wpuszczał. Po wyjściu z pubu skierował swoje kroki do miejscowego kościoła, gdzie chciał się pomodlić w ciszy i spokoju, i by tym razem Bóg - jeżeli istnieje - pomógł mu wykonać to zadanie. Gdy opuścił kościół skierował swoje kroki do starego, niedziałającego kanału ściekowego. Gdy otworzył pokrywę, uniósł się z tam tąd potworny smród.
-Cholera, w co ja się wpakowałem - pomyślał Verator - Jeżeli ja mam iść tymi kanałami przez jakieś 200 metrów, to oni chyba powariowali. No cóż, raz kozie śmierć.
I Verator zaczął schodzić po drabince na dół do kanału. Ostatnie 3 metry musiał zeskoczyć, bo nie było już szczebli. Gdy wylądował, od razu odezwała się uszkodzona łękotką, która zabolała tak mocno, że najemnik przeklnął :
-Kurwa jego mać! Jak wyjdę z tej misji cało, to znajdę dobrego chirurga i będzie musiał mi wyleczyć tą jebaną nogę!

Po przejściu przez kanały Verator znalazł się przy wejściu do budynku, z którego miał prowadzić ostrzał snajperski. Po uprzednim wejściu do budynku, Verator wszedł po zniszczonych schodach na trzecie piętro, zakamuflował się tam i zaczął oczekiwać na swoje cele.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Fire
Redaktor



Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 53
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Pią 14:56, 18 Cze 2010    Temat postu:

W międzyczasie w południowym sztabie dowodzenia Renegatów.

-Udało się bracie. Verator połknął przynętę i uda się w najbliższym czasie do siedziby Verazquza, aby go zlikwidować i dokonać swojej zemsty. Hehe nawet nie sądzi co go tam czeka. Prawda Bracie Sierżancie....Dariusie? Myślę że nasza umowa jest bardzo korzystna. My dostaliśmy od ciebie broń laserową o nadzwyczajnie dobrej jakości i to w dodatku w takiej ilości że ten stary cap, Verator nie potrafił by zdobyć w ciągu całego swojego życia, a ty w zamian zażądałeś od nas tylko jego głowy...hmm...to się dobrze składa bo i tak stał się dla nas niewygodny. Możesz zrobić z nim co chcesz, ale zaczekaj aby zabił tego Verazqueza, bo on nam jest nie potrzebny...A tak na marginesie...nie zechciałbyś do nas dołączyć? Razem moglibyśmy stworzyć prawdziwą potęgę na terenach San Antonio i ostatecznie zdusić herezję Bractwa Stali z Dallas...zaczęli bawić się w bohaterów i oczyszczają ruiny tego miasta aby zagwarantować "bezpieczne" schronienie...pff..przyznam szczerze że przemyt i handel żywym towarem jest znacznie bardziej dochodowy...

Twarz brata kapitana Ursusa wykrzywiła się w ponurym uśmiechu. Darius natomiast, zdrajca i morderca, siedział spokojnie bez słowa gdy w końcu postanowił przerwać ciszę.


Bracie Ursusie, czy nie wydaje ci się dziwne, że niegdyś obrońcy ludu, strażnicy dawnej technologii i historii, a teraz wyrzutkowie i renegaci...będący niczym innym niż Bandytami tyle że z nowoczesną technologią? Bo mnie jakoś nie dziwi. Bractwo bawi się w bohaterów zamiast rozbudowywać swoją potęgę. Ale my, bracie zadbamy o to aby każdy na tych pustkowiach nas szanował. Pierwsze padnie San Antonio które stanie się naszą bazą, a potem? Kto wie może ruszymy dalej...ale najpierw muszę kogoś zabić.

Darius wstał z krzesła, poprawił pancerz będący niegdyś pancerzem wspomaganym, teraz jednak był skorupą luźno ze sobą połączonych fragmentów innych zbroi. Udał sie do zbrojowni z której dobył granatnik RPG-7 i pocisk burzący, wyszedł na zewnątrz kompleksu gdzie stał przygotowany dla niego naprawiony przedwojenny motocykl wojskowy i ruszył do siedziby Verazqeza.

Siedziba Bossa Antonio Verazqueza, czas obecny.

Verator zajął pozycję na trzecim piętrze budynku, niegdyś będącego jakimś biurowcem. Budynek stał poza terenem obozu bandytów, więc Verator uznał ze spokojem iż jest to idealne miejsce do ostrzału snajperskiego i szybkiej ucieczki. Zajmując dogodną pozycje do strzału, przyłożył lunetę do oka. Przyjrzał się uważnie obozowi. Była tam jedna brama wejściowa, 3 betonowe niskie budynki, prawdopodobnie jakieś magazyny lub baraki, 2 duże wojskowe namioty oraz w najbardziej oddalonym punkcie obozu, mocno ufortyfikowany budynek będący najpewniej siedzibą Bandziorów. Poza murami obozu oddalona o jakieś 100m, stała stara wieża ciśnień, jak uznał Verator będąca też idealnym miejscem snajperskim ale nie było do niej bezpiecznego przejścia kanałami. Biurowiec w którym znajdował się Verator był w marnym stanie, większość ścian została zniszczona jak również, ogólne fundamenty ledwo trzymały się kupy.

Pewny siebie Verator, spokojnie skierował swój karabin w stronę wyjścia z głównego budynku w kompleksie. Po odczekaniu kilku minut. W lunecie pojawiła się znajoma morda Verazqueza z obstawą kilku żołnierzy. Najemnik ze spokojem obliczył siłę wiatru, odległość, wycelował w sam środek czaszki bandyty...gdy nagle usłyszał dźwięk odpalanej rakiety. Spojrzał w stronę starej wieży ciśnień i zauważył lecący w jego stronę pocisk odpalony przez mordercę jego córki...miał 5 sekund na reakcję mógł ratować się ucieczką i zagwarantować sobie w ten sposób 100% przeżycie lub zaryzykować i zastrzelić Verzaqueza w którego miał już ustawiony karabin...cokolwiek by wybrał, wiedział że nie ma szans na zastrzelenie Dariusa ponieważ ustawienie i wycelowanie karabinem snajperskim zajęło by mu zbyt dużo czasu. Musiał wybierać...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DJCorleone
Najemnik



Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 341
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sosnowiec

PostWysłany: Pią 21:33, 18 Cze 2010    Temat postu:

-Kurwa jego mać!! To pułapka! - wykrzyknął Verator - Pierdolić zlecenie, najpierw muszę przeżyć!!
Verator poderwał się do biegu zabierając swoje graty i zaczął zbiegać po dwa, trzy schody nie zbaczając na bolącą nogę. Gdy dotarł na pierwsze piętro, usłyszał wybuch nad nim. Budynek zaczął się zawalać. Najemnik wiedział, że jedynym wyjściem jest zeskoczyć z budynku przez rozwaloną ścianę tuż przed nim. Gdy tylko Verator wylądował, odezwała się jego uszkodzona noga ogromnym bólem w kolanie. Lecz nie zbaczając na to, najemnik poderwał się do biegu i zaczął szukać schronienia przed walącym się budynkiem. Lecz dostał w głowę, co objawiło się nagłym bólem głowy i natychmiastową utratą świadomości...


Ostatnio zmieniony przez DJCorleone dnia Pią 21:34, 18 Cze 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Fire
Redaktor



Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 53
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Sob 20:37, 19 Cze 2010    Temat postu:

Siedziba Antonio Verazqueza

Wnętrze głównego budynku. W samym środku holu na starym krześle siedzi nieprzytomny i poobijany Verator, jego broń i ekwipunek został skonfiskowany, a on sam skrępowany ciasnym sznurem...kilku bandziorów stoi na około niego bacznie się mu przyglądając. Ich herszt, Verazquez siedzi za biurkiem popija tequile i przegląda papiery znalezione przy Veratorze, po chwili wstaje.

-Dalej, psia mać! Obudzić tego gnoja! Muszę z nim trochę porozmawiać.

Do najemnika podchodzi jeden z bandito i wylewa na niego wiadro gęstej speluny. Verator powoli odzyskuje świadomość i ocenia swoją beznadziejną sytuację.

-No obudziłeś się już gringo? To dobrze powiedz mi teraz dokładnie..CO TY KURWA TWOJA MAĆ WYOBRAŻAŁEŚ SOBIE ABY BRAĆ NA MNIE ZLECENIE!...dobrze spokojnie zachowajmy dobre maniery...co ci do łba wpadło, stary przyjacielu? I w jaki sposób pomyślałeś że mógłbym prowadzić interesy z tym gnojem Dariusem? Powiem tobie że siedzimy w tym samym gównie, kilka dni temu przybył do mnie ten pendejo Ursus i zaproponował udziały w niewolnictwie. NIEWOLNICTWIE! Ja jestem biznesmenem, może i diler i bandyta, ale nie łowca niewolników! Zagroził mi że zrównają z ziemią moją siedzibę i groził że Darius mnie znajdzie i zabije...ale nie spodziewałem się ciebie...Nie wiem czy mogę ci jeszcze zaufać Gringo...oj nie wiem!


Antonio przygląda się zdezorientowanemu najemnikowi, poprawia kaburę z wielkim rewolwerem i luźne pancho...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DJCorleone
Najemnik



Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 341
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sosnowiec

PostWysłany: Śro 19:40, 23 Cze 2010    Temat postu:

-Do jasnej cholery - przeklnął Verator - skąd mogłem wiedzieć, że ten suczysyn tak mnie wyroluje?? Ja i tak dorwę Dariusa. Na moje usprawiedliwienie, mogę Ci dać rozkazy, jakie dostałem od renegatów. Są w teczce, która powinna znajdować się u mnie w plecaku lub w torbie. Rozwiąż mnie, a dopadne tych skurwysynów - dobrze wiesz na co mnie stać.

Verator zaczał powoli rozmasowywać zdrętwiałe nadgarstki związane pożądnie węzłem.
- Nie rozerwę ich - pomyślał Verator - już nie te lata, gdy mogłeś rozwalać wszystko i wszystkich stary głupcze.
Verator chciał coś jeszcze powiedzieć, ale usłyszał szybkie kroki, które dochodziły z korytarza...
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Fire
Redaktor



Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 53
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Nie 15:39, 27 Cze 2010    Temat postu:

Verazquez wyraźnie się uspokoił i rozkazał swoim ludziom rozwiązać najemnika.

-Ta spokojnie Gringo. Już widziałem te twoje rozkazy...i wiedz że mi nie zależy na śmierci Dariusa już nie...za gorąco się tu zrobiło. Ta cała heca z tymi Renegatami i jeszcze psychol z Bractwa to nie dla mnie...udaję się w stronę Złomowicha z moimi ludźmi, mam tam dobry kontakt, kończę z tym całym bandyctwem i tam w Złomowichu otwieram wielki zakład z bronią i jednocześnie sklep...już jest wszystko gotowe miejscówka, wyposażenie, legalne pozwolenia od burmistrza i szeryfa miasta...a najlepsze to jest to że mam 2 wozy z bronią przemyconą z Mexico i skradzioną Renegatom! Haha to był mój ostatni niecny proceder, teraz zostaję prawdziwym biznessmenem, gringo! Ale nie mówię o tym tobie bo chcę abyś do mnie się przyłączył, ale dlatego że też zostałeś wykiwany przez tych putano od Renegatów i mogę cię podwieźć do Złomowicha razem z moja karawaną, tam pójdziesz w swoja drogę. A i nie myśl o zemście na Dariusie...jeszcze nie... jest zbyt potężny, znajdx jakiś sprzymierzeńców, zbuduj drużynę...no nie wiem...moze pogadasz z moim kontaktem w Złomowichu? Jak zechcesz tam się udać.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
DJCorleone
Najemnik



Dołączył: 15 Lut 2010
Posty: 341
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Sosnowiec

PostWysłany: Nie 16:09, 27 Cze 2010    Temat postu:

Verator zaczął rozmasowywać obolałe ręce, i zastanawiał się nad propozycją Verazqueza:
-Cholera, ten skurwiel mądrze gada - pomyślał najemnik - Ma racje, teraz Dariusa nie dorwę, ale z oddziałem bojowym lub drużyną to co innego.
Dobrze Verazquezie - powiedział Verator - przystaję na twoją propozycję, i w tej karawanie będę uczestniczył jako strażnik. Nie musisz mi płacić, dla mnie wystarczającą zapłatą będzie to, że uwierzyłeś mi, i darowałeś mi życie, bym mógł dopełnić zemsty.
Verator odzyskał swoją broń i zaczął się ponownie uzbrajać. Nie mógł się doczekać podróży do kolejnego miasta, które przybliży mu upragniony cel życia.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Fire
Redaktor



Dołączył: 06 Cze 2010
Posty: 53
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Zielona Góra

PostWysłany: Nie 22:49, 27 Cze 2010    Temat postu:

-Exelenze! To pakujemy się Gringos! Veratorze weź lepiej to- Verazquez podaje najemnikowi flaszkę tequili i strzelbę Winchester.Klasyczna pompka na 7 naboi śrutowych, w całkiem dobrym stanie.
Mały podarek ode mnie bo twój karabinek, połamał się jak spadłeś z tych gruzów, ale M40 uratowałem. Podciągnij gacie i wychodzimy. ANDALE! GRINGOS ANDALE! (szybko panowie szybko!)

Cała banda Verazqueza z Veratorem na czele udała się na plac gdzie czekały już przygotowane 2 wozy z bronią i zapasami, ciągnięte przez braminy. Verator zajął miejsce na tyłach konwoju i przygotował się na wypadek napadu. Usiadł na wozie, reszta bandito zajęła swoje miejsca i karawana ruszyła. Do Veratora przysiadł się Antonio...

-Chcesz może o czymś porozmawiać przyjacielu? Masz jakieś pytania?
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Forum Gildii DA przeznaczone do Sesjii Strona Główna -> Sesja - Fallout Wszystkie czasy w strefie GMT
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group
Regulamin